Używamy Cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Dalesze korzystanie z tego serwisu oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Dowiedz się więcej o naszej polityce prywatności

x
fot. Jagoda Waśko
Galeriafot. Jagoda Waśko

Trzeci dzień festiwalu Nostalgia upłynął pod znakiem metaforycznie rozumianej śmierci. W Małym requiem dla pewnej polki Henryka Mikołaja Góreckiego pojawiający się motyw żywiołowej polki niczym średniowieczny taniec śmierci przełamywał momenty zadumy, refleksji. Z kolei w filmie Dowcip – studium zmagania się z chorobą, samotnością, śmiercią – II część Symfonii pieśni żałosnych Góreckiego stanowiła muzyczną ilustrację pożegnania, pogodzenia się z nieuchronnością losu. Jednakże z filmem Mike’a Nicholsa zawsze kojarzyć będę melodię Spiegel im Spiegel Arvo Pärta.

[Piotr Krajewski]

Małe Requiem dla pewnej polki Góreckiego i Dowcip Mike’a Nicholsa – te dwie projekcje zakończyły tegoroczną Nostalgię, a jednocześnie nie pozwoliły odejść od „problemu III Symfonii”. Fragment drugiej części Symfonii pieśni żałosnych został bowiem wykorzystany obok Spiegel im Spiegel Pärta oraz fragmentów kilku innych utworów kompozytorów XX-wiecznych w przejmującej filmowej opowieści o cierpieniu, samotności i umieraniu. Dlaczego akurat ten fragment III Symfonii (dodatkowo z tekstem śpiewanym w języku polskim)? Czy tylko ze względu na powtarzane obiegowo opinie o jego „kojącym” działaniu na słuchaczy? Zastanawiam się, czy ktoś z twórców filmu w ogóle zwrócił uwagę na znaczenie tekstu? Po obejrzeniu Dowcipu mam przykre wrażenie, że nikt jednak nie zadał sobie tego trudu. Dlaczego nie pomyślano na przykład o wykorzystaniu pierwszej części Małego Requiem z pięknym, melancholijnym w brzmieniu dialogiem skrzypiec i fortepianu…?

[Iwona Granacka]

Na zakończenie tegorocznej edycji festiwalu Nostalgia organizatorzy przygotowali dwie interesujące projekcje filmowe, odwołujące się do twórczości Henryka Mikołaja Góreckiego.  Jako pierwsze można było usłyszeć Małe Requiem dla pewnej polki, które zostało wykonane w ramach festiwalu Sacrum Profanum w Krakowie w 2010 roku. Zespół Asko Schoenberg poprowadzony przez Hansa Leendersa dobrze poradził sobie z utworem Góreckiego, uwypuklając kontrast między żałobnym, kontemplacyjnym charakterem skrajnych części dzieła a krzykliwym, groteskowym tańcem zawartym w trzeciej, przedostatniej jego części. Program ostatniego dnia festiwalu dopełnił film fabularny Dowcip w reżyserii Mike’a Nicholsa. To wyjątkowo autentyczny i poruszający obraz, przedstawiający kolejne etapy walki z rakiem głównej bohaterki. Walki nierównej, bo skazanej praktycznie od samego początku na niepowodzenie. Widz razem główną bohaterką przechodzi przez wszystkie stadia jej bólu i cierpienia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Uwagę zwraca genialna rola Emmy Thomson oraz ścieżka dźwiękowa do filmu, w której zostały wykorzystane m.in. fragmenty drugiej części Symfonii pieśni żałosnych” Góreckiego. Film absolutnie wart obejrzenia.

[Katarzyna Jaśkowiak]

W ostatnim dniu festiwalu przyszło nam zmierzyć się z tematem śmierci. Na początku usłyszeliśmy jedno z bardziej znanych dzieł Góreckiego, jakim jest Małe requiem dla pewnej polki. To bardzo kameralne dzieło, pełne zadumy i refleksji ukazało nam z jednej strony,  chociażby w pierwszej części, Góreckiego jako introwertycznego mistyka, kontemplacyjnie snującego swe powolne rozważania o końcu życia, by w kolejnych częściach utworu znów skonfrontować słuchaczy  z ekstrawertycznym obliczem  kompozytora: potężnymi blokami brzmieniowymi, złowieszczymi odezwami trąbek przypominającymi anielskie fanfary  z Dies irae   (część druga)  oraz pełnej witalizmu i złowieszczej polki (część trzecia). Całość wieńczy elegijny finał - piękny tonalny mariaż smyczków, fortepianu i dzwonów. Końcową puentą dnia, jak i całego festiwalu była projekcja filmu Dowcip w reżyserii Mike’a Nicholsa. Ta bardzo intymna opowieść  o umieraniu kobiety chorej na raka  w sposób symbiotyczny splotła się z wykorzystaną w filmie drugą częścią III Symfonii Góreckiego i śpiewanym lamentem napisanym przez Helenę Błażusiak w gestapowskim więzieniu w Zakopanem. Obraz i muzyka stały się subtelnym metafizycznym wykładem/pytaniem na temat istoty cierpienia i śmierci, utrzymanym w klimacie wszechogarniającej nostalgii.

[Radosław Siemionek]