Używamy Cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Dalesze korzystanie z tego serwisu oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Dowiedz się więcej o naszej polityce prywatności

x
fot. Jagoda Waśko
Galeriafot. Jagoda Waśko

Drugi dzień festiwalu był próbą zmierzenia się z wyjątkowym dziełem Góreckiego, jakim jest jego oratorium o świętym Wojciechu Sanctus Adalbertus. Z jednej strony zapoznaliśmy się z „klasycznym” nagraniem tego dzieła, pełnej rozmachu i monumentalności interpretacji  NOSPRu, Chóru Polskiego Radia i Chóru Filharmonii Krakowskiej pod dyrekcją Jacka Kaspszyka. Z drugiej strony mieliśmy niezwykłą okazję porozmawiać z Marcinem Maseckim, Jerzy Rogiewiczem i Marianną Majchrzak o sposobie transkrypcji tego dzieła na kameralny skład 16-osobowego chóru z towarzyszeniem solistów, fortepianu, organów Hammonda i instrumentów perkusyjnych.  Skąd taka kameralizacja dzieła? By słuchacz mógł dopowiedzieć sobie te motywy, idee czy tematy, które wydawałyby się oczywiste przy wykonaniu z pełną obsadą. Co ciekawe, utwór z pozoru prosty fakturalnie, okazał się nie lada wyzwaniem dla chóru (intonacja), jak i instrumentalistów (jak przejść z forte do fortissimo i fortissimo possibile i  dalej). Dzięki rozmowie z twórcami, z jednej strony Górecki został ukazany się jako kompozytor używający swoistego „brutalizmu” jako swego języku muzycznego z prześwitującą gdzieniegdzie kantyleną, z drugiej strony, dla wykonawców,  całe dzieło można by zamknąć w słowie „miłość” i „wiara”, co jedynie utwierdza mnie w przekonaniu o  wewnętrznej mistyce muzyki kompozytora.  Wieczorny koncert tylko potwierdził moje przypuszczenia co do tego, jak wielowymiarowa jest muzyka Góreckiego i jak w historii interpretacji jego dzieł ciągle nie postawiono (na szczęście!) ostatniej kropki.

[Radosław Siemionek]

Wierność czy nowatorstwo - oto wybór, przed jakim stanęli Marcin Masecki i Jerzy Rogiewicz przygotowując muzyczną transkrypcję oratorium o Św. Wojciechu Henryka Mikołaja Góreckiego. Wybrali to pierwsze, co w kontekście dotychczasowych, awangardowych rozwiązań Maseckiego okazało się nieco rozczarowujące.
Skrajne uproszczenie i tak już ascetycznego oratorium uwydatniło najwyraźniejsze cechy utworu: charakterystyczną dla Góreckiego kontrastowość, jak również pewną monotonię powtarzających się akordów, które, poprzez ograniczenie i zmodyfikowanie instrumentarium, pozbawione zostały swego rytualno-transowego charakteru. Szorstkość smyczków zastąpiono bowiem ciepłym brzmieniem fortepianu, chwilami ocierającym się o ckliwość. Całość utrzymały jednak w ryzach niezmienione niemal partie chóru, który — choć ograniczony do 16 osób — sprawdził się znakomicie.

[Aleksandra Przybora]

Górecki w ujęciu Maseckiego i Rogiewicza pozbawiony był zbędnego patosu
obecnego w pierwotnej wersji Sanctus Adalbertus. Przypominająca bachowski chorał partia fortepianu, dzwony rurowe oraz rytmicznie wyśpiewywane słowa pozwoliły wykonawcom przenieść oratorium w inny wymiar „sacrum”. Szkoda tylko, że w momentach kulminacji zbudowanych z powtarzanych akordów, organy Hammonda nie były w stanie zastąpić wolumenu brzmieniowego i głębi orkiestry. Być może wzmocnione o kwartet dęty dobitniej pozwoliłyby wybrzmieć cytatom z Bogurodzicy.

[Piotr Krajewski]

Wspomnienie o wieńczącym drugi dzień festiwalu koncercie przysparza pewną niezręczność, ze względu na poczucie poruszania się po grząskim gruncie, jakim jest dla mnie obszar tzw. muzyki poważnej. Mimo to próby napisania kilku słów nie uznaję za aberrację, bo - jak powiedział kilka godzin przed występem Marcin Masecki -  muzyka jest jedna, co uchyla mi nieco przestrzeni do zabrania głosu. Rozpoczynające całość i trwające około kwadransa, pełne niedookreślonej, zaskakująco nieobciążającej tajemniczości, ascetyczne, repetycje dały szansę ukazania pełnego obrazu uzyskanego brzmienia. Osobiście fuzję nieco szorstkich organów Hammonda, fortepianu, gongu, dzwonów rurowych i chóru uważam za majstersztyk, który podszyty wprost cudownymi warunkami akustycznymi kościoła bywał poruszający. Niestety w dalszej części ten konsekwentnie budowany aluzyjny krajobraz ustąpił miejsca nazbyt dosłownemu, patetycznemu - zwyczajnie męczącemu - przepychowi, już do końca stanowiącego podstawę prezentowanej w dalszej części muzyki, co sprowokowało myśl, że mamy dotyczenia z tworem głęboko dychotomicznym.

[Maciej Geming]

Drugi dzień festiwalu Nostalgia przyniósł bardzo oczekiwane, pierwsze w Poznaniu wykonanie Oratorium  o św. Wojciecha Sanctus Adalbertus Henryka Mikołaja Góreckiego, które odbyło się w kościele oo. Jezuitów. Marcin Masecki i Jerzy Rogiewicz podjęli się trudnego zadania zastąpienia ponad dwustuosobowej orkiestry i chóru kameralnym, dwudziestoosobowym składem. Wydawać by się mogło, że redukcja obsady w przypadku dzieła o tak kontemplacyjnym i modlitewnym charakterze jest całkiem uzasadniona. Pomimo całkowitej zgodności opracowania z oryginalnym zapisem partyturowym, brakowało jednak pełniejszego brzmienia, szczególnie w warstwie instrumentalnej. Pozostał lekki niedosyt.

[Katarzyna Jaśkowiak]

O czym może pisać krytyk muzyczny, na co może sobie pozwolić oraz jakich sformułowań powinien unikać? Na te pytania staraliśmy się znaleźć odpowiedź podczas drugiego dnia „Warsztatów Krytyki Muzycznej z Meakulturą”. Natomiast najważniejszym punktem dzisiejszego dnia było wykonanie Sanctus Adalbertus Henryka Mikołaja Góreckiego w opracowaniu Marcina Maseckiego oraz Jerzego Rogiewicza  poprzedzone ciekawym spotkaniem z twórcami przedsięwzięcia oraz rejestracją światowej premiery oryginalnego dzieła, która miała miejsce w Krakowie w 2015 roku.

[Ada Krzyczkowska]

W czyim imieniu wypowiada się krytyk muzyczny? Jaki cel przyświeca jego tekstom? Zdania są  podzielone, lecz z pewnością nie powinno się pomijać „ja” piszącego. W końcu każdy zupełnie  inaczej odbiera wszelkie bodźce, każdego umysł został w zupełnie inny sposób uformowany, co przekłada się na niezwykle zindywidualizowany odbiór dzieła. Zatem i zebranie wrażeń po usłyszeniu aranżacji oratorium o św. Wojciechu byłoby zbiorem wyjątkowym. Jednakowoż myślę,  iż większość zgodziłaby się z ascetycznych charakterem wykonania, który dodatkowo potęgowała  kościelna akustyka.

[Agata Tomczyk]

Z jednej strony być komunikatywnym,
z drugiej pisać z tak zwanej potrzeby serca.

Z jednej strony być w czymś „śmiertelnie zakochanym”,
z drugiej jednak umieć się niekiedy zdystansować.

Z jednej strony szukać prawdy wykonania,
a z drugiej ulegać własnym emocjom, nadając recenzji subiektywny ton.

Z jednej strony nie bać się negatywnej oceny,
z drugiej uważać, czy ostre słowa nie zniszczą artysty.

Z jednej strony opierać się na doświadczeniu,
z drugiej podchodzić do przedmiotu ze świeżym spojrzeniem.

KRYTYK MUZYCZNY

PA

SJA

MI

[Ewa Matwiejczyk-Zimmer]